wtorek, 2 lutego 2016

Wang Guan [RECENZJA]





Ferie i przerwa międzysemestralna. Zgranie się tych dwóch okresów oznacza znacznie większą ilość wolnego czasu, po pierwsze z powodu braku zajęć na uczelni, a po drugie ze względu na brak zajęć z dziećmi w szkole językowej. Dlatego po wstaniu o dużo bardziej akceptowalnej godzinie i zjedzeniu na spokojnie śniadania, postanowiłem, korzystając z nienajgorszej pogody, zapalić.
Wybór padł na cygaro, które otrzymałem w dosyć ciekawy sposób. Jeden z moich uczniów/klientów, za pośrednictwem szefa, kupił w Chinach i podarował mi pudełko zawierające 10 sztuk tych cygar. Ciężko jest znaleźć na ich temat jakiekolwiek informacje, wiem tylko, że tytonie używane przez tą fabrykę pochodzą z Meksyku i Ameryki Południowej i że nawet w Chinach te cygara nie uchodzą za luksusowe (przynajmniej to cygaro, Wang Guan ma jeszcze inne pozycje w swojej ofercie). Cała ta otoczka nie usposobiła mnie najlepiej, ale stwierdziłem, że zapalić je należy, zwłaszcza, że prawdopodobnie to jedyne 10 egzemplarzy w Polsce.


Jeżeli chodzi o wygląd to cygaro nie powala. Zapakowane w plastikowe pudełko z mnóstwem chińskich napisów nie przywodzi na myśl skojarzeń z dobrą jakością. Liść okrywowy jest bardzo jasny z wyraźnie zarysowanymi licznymi żyłkami na całej powierzchni. Cygaro ma bardzo dużo miękkich punktów a zwinięciu daleko do perfekcyjnego. Najmocniejszym punktem jest pierścień, stylem nawiązujący do kraju, z którego cygaro pochodzi. Ogólnie całość wyglądem i rozmiarem przypomina Jose L Piedra czyli rewelacji nie ma.

Cygaro ma bardzo delikatny, lekko wyczuwalny zapach słodkiego tytoniu połączony z zapachem siana, co również nie rokuje dobrze na wrażenia smakowe. Zapach pokrywy znajduje odzwierciedlenie w smaku na sucho - tytoniowa słodycz i w sumie niewiele więcej. Ciąg na sucho jest natomiast w pełni satysfakcjonujący.

Pora rozpalić. Stopa szybko łapie ogień, pierwszy puff i... jest dużo lepiej niż mógłbym się spodziewać. Na pierwszym planie znajduje się wyczuwalna wcześniej tytoniowa słodycz. Gdzieś dalej można wyczuć drewno i odrobinę orzechów co razem daje naprawdę ciekawą i smaczną mieszankę. To wszystko podane w chmurze gęstego białego, delikatnego przy retrohale'u dymu - jest dobrze.

Druga tercja przynosi niewielkie zmiany. Nie pojawiają się nowe smaki, zmieniają się za to proporcję występowania tych obecnych już wcześniej. Na pierwszy plan wysuwa się drewno, słodycz stanowi otoczkę i dominuje w finiszu a orzechy praktycznie zanikają. Przy wypuszczaniu dymu nosem zaczyna być wyczuwalny pieprz, który pojawi się pewnie z pełną mocą w tercji trzeciej.


Zgodnie z tym co przewidywałem, trzecia tercja przynosi pieprz wyczuwalny tym razem również na języku. Drewno dalej dominuje, słodycz nadal stanowi tło, jednak wspomniany wcześniej pieprz doskonale urozmaica całe doznanie. Cygaro palę jeszcze długo po zdjęciu pierścienia, aż zostaje z niego tylko około 1,5 centymetra. Wang Guan pozostawia po sobie przyjemny posmak świeżego drewna z delikatną nutką tytoniu.

Co do technikaliów to nie mogę mieć zastrzeżeń. Ciąg był nienaganny przez całe palenie, a cygaro pozwalało cieszyć się naprawdę dużą ilością dymu. Spalanie było równe i bezproblemowe. Spalenie Wang Guan zajęło mi około godziny.

Podsumowując, cygaro zdecydowanie zaskoczyło mnie, wychodząc znacznie poza moje (fakt, niezbyt wygórowane) oczekiwania. Ciekawy profil smakowy, w połączeniu z zadowalającym ciągiem i spalaniem nie pozwala być niezadowolonym. Oczywiście, profil smakowy, chociaż ciekawy, nie jest nazbyt złożony co nie pozwala mi postawić Wang Guan wśród najlepszych wypalonych przeze mnie cygar, jednak zdecydowanie sprawdza się ono jako codzienne, budżetowe cygaro. Myślę, że WG spokojnie może stawać w szranki np. z Casa de Garcia Connecticut. Cieszę się, że w humidorze czeka na mnie jeszcze 9 sztuk.

Wang Guan

Wygląd - 2.0
Konstrukcja - 3.0
Spalanie - 5.0
Smak - 3.0/3.0/3.5
Cena/jakość - ?

Ogólnie - 3.0




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz